xgorex, nastepnym razem za jaja Ciebie podwiesimy, za to, ze sie umawiasz, zajmujesz miejsce, a pozniej wylaczasz telefon i nie ma znaku zycia od Ciebie, grrr!
do rzeczy...
===
by xTVRx
Kilka miesięcy czekania na suspension. W końcu wiadomość na gadu od MaRTWego /Blissful Pain Suspension
www.suspension.pl http://www.myspace.com/blissfulpainsuspension /z pytaniem, czy jestem zainteresowany suspension w zbliżającą się niedzielę (2009-07-12) i moja szybka odpowiedź: tak.
MaRTWego odebraliśmy w piątek po północy, zaś w sobotnie popołudnie pokazałem mu proponowane przeze mnie miejsce. Miejscem tym było drzewo w pobliskim lesie. Po krótkich oględzinach ustaliliśmy, że to jest odpowiednia lokalizacja. Dzień później, w niedzielę, przybyliśmy na miejsce kilka minut po godzinie dziesiątej i rozłożyliśmy się ze sprzętem. Kilka minut po godzinie jedenastej odebrałem Olgę i Michalinę. Tak oto trzy dziewice suspension były gotowe na deflorację. Tyle słowem wstępu...
Jako pierwsza została podwieszona Olga. Pozycja, którą wybrała to Suicide Suspension (cała grupa wybrała tą opcję). Przy pierwszy podciągnięciu nastąpił mały zgrzyt, jeden z haków nie wytrzymał i rozgiął się. Cóż, takie rzeczy się zdarzają. Trzeźwy umysł MaRTWego szybko zareagował i, bez grymasu zaskoczenia, wymienił haki na grubsze. Kolejna próba, tym razem w 100% udana. Olga zawisła, uśmiech na twarzy i powtarzające się słowa: „wyżej, wyżej”, ostatecznie zawisła ponad 3 metry nad ziemią.
Drugą osobą była Michalina, pierwsze podciągnięcie w górę, kilka minut w powietrzu i zjazd na ziemię. Kilka minut przerwy, dobre słowa MaRTWego i podjęcie drugiej próby. Tym razem wisiała znacznie dłużej i wyraźnie była bardziej zadowolona.
Trzecią osobą byłem ja. W odróżnieniu od Olgi i Michaliny, MaRTWy zamontował mi w plecach cztery haki. Dlaczego o dwa więcej niż dziewczynom? O tym za chwilę.
Osobiście uważam, że z całego suspension montaż haków w ciele jest najbardziej bolesny. Pierwszy punkt, który sobie zaplanowałem udało mi się zrealizować. Podciągnąłem sam siebie w górę, nie ukrywam, że dość ciężko było przełamać uczucie dyskomfortu naciągania skóry. Sam fakt podciągania przebiegł sprawnie, chociaż bez pomocy MaRTWEgo, który sprawnie odbierał i blokował linę, nie udało by mi się z pewnością tego dokonać. Moment, w którym balansowałem na palcach i ostatnie pociągnięcie... to bardzo, bardzo przyjemny moment. Nagle człowiek czuje, że traci kontakt z podłożem, otoczeniem. Nic w promieniu metra ode mnie nie istniało, zawisłem w nicości. Mój dość silny lęk wysokości i strome zbocze, nie pozwoliło mi na mocne bujanie się, zatem swobodnie przemieszczałem się tam i z powrotem. Nawet sam fakt wiszenia bez ruchu, to naprawdę przyjemne uczucie. Po jakiś 10 minutach (a może krócej/dłużej, nie wiem, straciłem poczucie czasu), poprosiłem MaRTWego, aby opuścił mnie na ziemię. Poprosiłem Olgę, aby do mnie podeszła i uwiesiła się na mej szyi. Jeden znak ręką i MaRTWy nas podciągnął w górę. Naprężenie na plecach dało się znacznie odczuć. Teraz świat skurczył się do granicy 15 cm wokół mnie i Olgi. Niewątpliwie, jest to doznanie, które wywiera bardzo silne oddziaływanie na dwoje mających się ku sobie ludzi (sic!). Drugi punkt planu zrealizowany. Ostatrnim punktem było odcięcie się od linek. Pozycja, w której wisiałem, uniemożliwiła mi jednak sięgnięcie nożem za siebie, próbowałem kilka razy, jednak nijak nie mogłem nawet dotknąć ostrzem noża sznurków. Z pomocą przyszła Olga i odcięła linkę. Uczucie swobodnego spadania było ostatnim przyjemnym doznaniem. Już wieczorem czułem, iż powietrze, którego sporo się zebrało pod skórą, daje o sobie znać. Mimo iż MaRTWy wieczorową porą ponownie rozmasowywał mi plecy, ból stawał się nieznośny. Nie obyło się bez magicznej pigułki. Następny poranek był bardzo niemiły, duuuużo wysiłku kosztowało mnie zebranie się z łóżka, o innych czynnościach nie mówiąc. Dopiero w środę rano, czyli po ok. 60 godzinach, czułem, że jestem sprawny na 90%.
Kończąc ten wpis, słusznie posłodzę MaRTWemu, bio-security mi odpowiadało, podejście do osób wieszanych bez zarzutu. Nic, jak tylko ponownie się spotkać... Już w mej głowie rodzi się idea na następne wieszanie.
Fotki z tego party dostępne tutaj:
http://www.suspension.pl/galeria/gdansk/index.html===
by Olgator
Aura jaką zafundowała nam pogoda przed kilka dni tuż przed planowanym podwieszeniem sprawiała, że zastanawialiśmy się nie tylko jak to będzie wisieć na hakach, ale również jak to będzie wisieć, kiedy deszcz spływa po plecach. Jakby jeszcze przyszła burza z piorunami, to byłby efekt niczym z filmów grozy. Okazało się, że chmury które zawisły nad Gdańskiem same uciekły z przerażenia, gdy tylko wyszliśmy popełnić nasze pierwsze powieszenie.
Było nas trzech, w każdym z nas inna... a właściwie gramatycznie poprawniej by zabrzmiało, gdyby jakiś przechodzeń zrelacjonował „Panie władzo było Ich Troje... i jeden”.
Michalina, Michał, Olga - same świeże mięso nigdy wcześniej niewieszane. A przyszłymi denatami zajmował się jeden już MaRTWy;).
Suspension miało odbyć się w plenerze. Miejsce wybrali Michał i MaRTWy – las obfitujący w górki, pagórki, wąwozy, skarpy, mnóstwo drzew i okazjonalne bicie dzwonu kościoła znajdującego się w niewielkim oddaleniu od lasu. Niewiele osób się tam zapuszcza, więc można było być pewnym kameralnego towarzystwa osób tylko czynnie zaangażowanych.
Lina zawisła na drzewie usytuowanym nad całkiem sporym spadem, obok podstawiony został namiot, w którym MaRTWy dokonywał montażu haków;). Mimo dość surwiwalowych warunków, w namiocie panował klimat iście prosektoryjny, wszystko sterylne i poukładane.
Poza plecami zainteresowanej, która wcześniej stwierdziła że jej to „wisi”, ustalono, że jako pierwsza na haki pójdzie Olga. Przekłucia poszły gładko, gdyż jak się okazało - miała bardzo miękką skórę. Dwa haki w plecach. Problem pojawił się gdy pomału zaczęła unosić się nad ziemią – jeden z haków się wygiął uwalniając siłę grawitacji i sporo nerwów, gdy Olga opadła z powrotem na ziemię. Cóż... motylem to ona nie jest jednak do wagi 90 kg (maksymalna waga dla wybranych haków) to jej trochę jednak brakuje... Zdecydowanie bardziej niż zdziwiona i wystraszona, była wściekła, gdyż wydawało jej się, że teraz gdy hak wypadł z pleców to nici z podwieszenia. MaRTWy spokojnie przyjrzał się ranom i stwierdził że nic się nie stało, możemy włożyć nowe haki, na wszelki wypadek grubsze.
Kiedy minęła złość, uczuciu temu ustąpił strach, zabierający kończynom pierwotną sztywność... Zanim zemdlała z nerwów, MaRTwy szybko i sprawnie wymienił jej haki. Kolejna próba podwieszenia uwieńczona została sukcesem, a Olga wydając orgazmiczne błagania, by podciągnąć ją wyżej, majtała nogami kilka metrów nad skarpą.
Jako kolejna zawisła Michalina. Po podciągnięciu na kilkanaście centymetrów prosiła, by ją opuścić na chwilę, gdyż musi się napić wody i jeszcze się do tego przygotować. Była tak mocno zmotywowana, że faktycznie mimo strachu dyskomfortu jaki ciężko jej było znieść, dała się podpiąć ponownie i podciągnąć już nieco wyżej i na dłużej.
Michał, który wcześniej pomagał dziewczynom w sposób jak najspokojniejszy oderwać się od ziemi, w końcu sam stanął pod sznurkiem. W przeciwieństwie do poprzedniczek miał w plecach cztery haki. Jako człowiek, który nawet rzeczy niestandardowe musi wykonywać w niestandardowy sposób, postanowił podciągnąć się samodzielnie. Gdy poczuł się swobodnie, opuścił się po to by dać się podciągnąć razem ze swoją dziewczyną, która złapała się jego szyi. Na drugi dzień od podwieszenia, mógłby on, w kilku niecenzuralnych słowach, opisać w jaki sposób jego plecy próbowały go przestrzec przed kolejnym takim wyczynem. Miejmy nadzieje że nieskutecznie;). Tak on, jak i pozostałe uczestniczki zapowiadają, że najlepsze to jeszcze przed nimi;). Czekamy na kolejne suspenion;).
Wielkie dzięki dla MaRTWego za zapewnienie wrażeń, świetne przygotowanie i urok osobisty;).
Olgator