Teoretycznie nie powinienem tu pisać i chyba moderator mógłby mnie zbanować za wtrącanie się w nie swoje sprawy, ponieważ jestem człowiekiem, który w stosunku do własnego organizmu przyjmuje zasadę, że nie należy naruszać jego integralności poza koniecznością interwencji medycznej. W stosunku do innych osób przyjmuję zasadę, że każdy ma prawo do decydowania o własnym ciele, łącznie z samobójstwem i eutanazją. Nie mam nic przeciwko ludziom modyfikującym swoje ciała nawet w sposób skrajny - jeśli są sytuacje, kiedy na czyjś widok czuję obrzydzenie lub przerażenie, są to tylko moje reakcje fizjologiczne, a nie poglądy.
Sprawa body suspension (ale także ogólnie ból i przeżycia w sytuacjach ekstremalnych) jednak bardzo zafascynowała mnie od strony teoretycznej. Nie wiem, czy były prowadzone na ten temat jakieś badania naukowe - widziałem na razie tylko ten eksperyment ad hoc z pomiarem reakcji elektrodermalnej wskazującej na reakcję układu współczulnego, gdzie okazało się, że faktycznie w czasie podwieszenia ból nie jest odczuwany, mimo że mechanika receptorów bólowych wskazywałaby na co innego - musi więc zachodzić hamowanie bólu w centralnym układzie nerwowym, z pewnością opioidowe
http://www.youtube.com/watch?v=CTwQXJuphFk.
Ponieważ sprawą interesuję się od niedawna, szukałem różnych treści na ten temat, trafiłem także na to forum, na którym przeczytałem wiele tematów praktycznie ze wszystkich działów. Była to niesamowita i bardzo ciekawa lektura. Jeszcze miesiąc temu miałem do ludzi modyfikujących swoje ciała w stopniu większym niż jeden tatuaż lub dwa kolczyki stosunek neutralny ze wskazaniem na negatywny - teraz mam stosunek pozytywny (poza wyjątkami, kiedy ktoś trwale uszkadza sobie ważny życiowo organ, np. gałkę oczną).
Suspension to sprawa niezwykle fascynująca i jestem obecnie nastawiony bardzo pozytywnie do ludzi, którzy to robią. Zrozumiałem, że nie są oni w większości masochistami i że celem nie jest doświadczanie bólu. Rozmawiałem o tym z dwiema dobrymi koleżankami (nie mające pojęcia o środowisku BM), oczywiście w taki sposób, że pokazałem jedno z nagrań z Youtube, symulując ogromne przerażenie. One na początku też wyrażały na początku emocje negatywne, ale potem rozmowa stała się bardziej szczera, ujawniły "w tajemnicy" że tak naprawdę chciałyby doświadczyć raz w życiu tak intensywnego przeżycia, gdyby nie bały się uznania za dewiantki. Ciekawe. Nie spodziewałem się tego po nich i naprawdę mnie to zdziwiło.
Przepraszam za ten monolog - to tak gwoli poparcia "z drugiej strony barykady".